Wyjechaliśmy z garażu i kierowaliśmy się w stronę starych magazynów na obrzeżach... Jechaliśmy tak wzdłuż drogi już z jakąś godzinę. Bardzo byłam zdenerwowana, ale także się martwiłam. Nie chciałam, aby to wszystko tak się potoczyło. W końcu dojechaliśmy do starych magazynów. Zostawiliśmy auto w lesie, żeby nie było go widać. Wszystko było zaplanowane, ale nie mieliśmy kiedy uderzyć. Wysiedliśmy z niego i wzięliśmy broń. Wszyscy mieli albo Awp lub ak47 lub M4. Ja akurat miałam AWP. To najlepsza broń. Miałam już z nimi doczynienia gdy byłam z Eliaszem. Zaczailiśmy się wszyscy w okół całego magazynu. Jedni mieli wejść od tyłu, drudzy od lewej strony, następni od prawej, a ja i Jason od przodu. Zaczęło się. Jeden po drugim zostali wystrzelani, ale nigdzie nie widziałam zaginionych oraz Eliasza ani Erica. Weszłam do góry, a Jason szedł od tyłu, za mną. Wchodziłam po kolei do każdego pokoju, aż dotarłam do ostatniego. Weszłam tam i zobaczyłam tą dwójkę siedzących przed stołem i gapiących się na moich rodziców i na Mis. Ten widok był bardzo smutny, ale we mnie aż się zagotowało.
- Nareszcie dotarliście. - zaśmiał się Eric.
- Lepiej późno niż wcale. Co nie Eliasz ? - spytałam go.
- Mogłaś w końcu się przyłączyć, ale ty nie. - rzekł Eliasz. Ja się zaśmiałam.
- W twoim zasranym życiu może bym tak zrobiła. - rzekłam. Jason z tyłu się zaśmiał cichutko.
- Ale jak byłaś u nas dziwką to ci pasowało. - rzekł Eric.
- Kto tu niby był, gwałcicielu ? - spytałam. Popatrzyłam się na niego.
- Dobra. W takim razie zmierz się ze mną, bez broni. Co ty na to ? - spytał mnie.
- Może jak będziesz w piekle się smażył? - spytałam jak bezbronne dziecko.
- Jeszcze tego pożałujesz. - rzekł i się rzucił na mnie.
Upuściłam broń. Uderzył mnie w brzuch. Teraz nie byłam zdenerwowana tylko mocno wkurzona. Oddałam mu. Kontem oka zauważyłam, że Jason już zabił Erica, a teraz pomaga naszym znajomym. Chwila nie uwagi, a Eliasz uderzył mnie prosto w żebra. Zawyłam, ale popatrzyłam na niego. Mocno go kopnęłam w krocze. Upadł na kolana. Uderzyłam go pięścią w prawy policzek. Potem usiadłam na nim.
- To za to, że porwałeś moich rodziców. - rzekłam. Uderzyłam go w drugi policzek. - To za to, że porwałeś Mis.- Uderzyłam go w brzuch. - To za mnie. - Spojrzałam na Jasona.
Podniosłam się i odwróciłam do niego. Szłam koło Erica. Przeszłam go.
- Cat uważaj. - usłyszałam jak Jason zawołał do mnie, a po chwili poczułam mocny ból w biodrze i upadłam. Ostatnie co usłyszałam to strzał, a potem tylko Jasona jak pochyla się nade mną. Potem ujrzałam ciemność....
***2 dni później***
Każda osoba powinna być wspierana przez najbliższych. Jedni kryją coś w sobie i nie mogą wydusić z siebie najważniejszych uczuć do osoby, która jest im bliska. Każdy powinien powiedzieć to jej, bo gdy coś się stanie może być na to za późno. Jeżeli ktoś dręczy jakąś osobę, bo nie umie powiedzieć jej czegoś co się czuje, to dopiero to sobie uświadamia jak ta osoba coś sobie zrobi.
***pobudka***
Wszystko co się działo po tym czasie to mój najgorszy czas. Zaczęłam otwierać swoje oczy i znowu zamknęłam, gdyż uderzyło we mnie jasne światło. Znowu otworzyłam oczy i teraz już się przyzwyczaiłam. Byłam w swoim łóżku. Już wiem czemu tak wygodnie. Zaśmiałam się do siebie. Rozejrzałam się i w pokoju na fotelu spał Jason. Ojejku jak słodkoo. Znowu się zaśmiałam. Zauważyłam swój telefon na szafce, więc szybko zrobiłam zdjęcie Jasonowi. Postanowiłam wstać, ale gdy tylko to zrobiłam to od razu pożałowałam, bo się przewróciłam. Uderzyłam tak mocno w podłogę aż Jason się obudził. Gdy mnie tak ujrzał to się zaśmiał i szybko podszedł do mnie i mi pomógł.
- Gdzie się tak śpieszysz ? - spytał.
- oj no może do znajomych ? - spytałam ze sarkazmem.
- Oho ktoś tu wstał lewą nogą. - zaśmiał się.
- Debil.- walnęłam do lekko w brzuch.
- AŁ. Za co ? - spytał.
- Za bycie. - powiedziałam. Zabolało mnie biodro. Spojrzałam na nie i ujrzałam zabandażowane. Teraz przypomniałam sobie, że zostałam w nie dźgnięta.
- To Eric. - powiedział Jason.
- Pomożesz mi zejść ? - spytałam. Pokiwał głową na tak. Szybko wziął mnie na barana. Co o dziwo nie bolało. Zaczęliśmy iść po schodach, a ja wpadłam w szał śmiechu, bo Jason by się potknął. Weszliśmy do salonu, gdzie siedzieli wszyscy i od razu na nas spojrzeli. Uśmiechnęli się, a Jason mnie ułożył na sofie.
- Chcesz coś ? - spytał.
- Nie. - rzekłam.
- Nasz Jason, lekarz. - zaśmiali się chłopcy.
- O czym mówicie ? - spytałam zdezorientowana.
- Jason tak się w tobie zabujał, że cały czas siedział przy tobie. - zaśmiała się Jaz.
- Zamknij się Jazmyn. - warknął Jas.
- Jason to prawda ? - spytałam.
- Nie....- popatrzył na Jaz, która karciła go wzrokiem. - no dobra....to prawda. - przełamał się.
- Wiesz...
-------------------------------------------------------
CDN
Hejka moi mili.
Dzisiaj dodaje ten rozdział z dużą pomocą mojego brata Dawida. Pomógł mi w scenie z magazynem, ponieważ ja nie jestem za dobra w te gierki.
Dziękuję za tyle wyświetleń.
Martwię się, bo nie widuje prawie komentarzy. Aż tak wam się nie podoba ?
Ważne
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz